MylaQ – hybrydowe love?

Hybrydy noszę już od dłuższego czasu, mam swoich faworytów, ale nadal chętnie testuję nowe marki. Na listopadowym Meet Bloggers w Katowicach otrzymałam zestaw MylaQ. Spojrzałam i pomyślałam: „Zapowiada się słodko!” 

Lakiery wyglądają uroczo: malutkie, szklane, czarne buteleczki z fioletowymi, błyszczącymi nakrętkami. Łatwo o pomyłkę, bo opisane są na górnej części nakrętki oraz drobnym maczkiem na buteleczce. Baza nie jest bardzo gęsta, nakłada się ją w miarę łatwo, ale trzeba uważać aby nie zalać nią skórek. Kolor, u mnie akurat My cupcake, zupełnie nie mój, ale! Raz się żyje, kolor pazurów można zmienić jakby było bardzo źle, nie marudzimy, testujemy! No i źle nie było, do koloru przywykłam szybko. Jest dość cukierkowy, ale nie rzuca się w oczy. Top okazał się być łatwy w aplikacji i pomimo swojej rzadkiej konsystencji nie robił bałaganu wokół płytki paznokcia ;) Duży plus za dobre i precyzyjne pędzelki.

Po kilku dniach od aplikacji baza zaczęła się podpowietrzać (brzeg paznokcia zabezpieczyłam poprawnie, dla pewności zdjęłam warstwę koloru na jednym najbardziej podejrzanym paznokciu). Wytrzymała dwa tygodnie ale nie wyglądało to najlepiej (wolny brzeg podpowietrzony, na palcach wskazujących i kciukach pojawiły się uszczerbienia lakieru). Natomiast top spisał się całkiem nieźle – pomimo, że nie oszczędzałam swojego manicure, to pod koniec swojego żywota jeszcze się błyszczał.

Bazę, top i lakiery kupicie w cenie 19,99 PLN za 5 ml. Z bazą niezbyt się polubiłam (niestety nie wytrzymuje intensywniejszych prac domowych), jednak zostanę przy swoich dwóch ulubieńcach, top mógłby zostać. Natomiast kolory MylaQ biorę w ciemno! My cupcake okazał się być dobrze napigmentowanym odcieniem (już jedna warstwa wyglądała świetnie) i mam nadzieję, że pozostałe także takie są.  

W okresie sylwestrowym MylaQ kusi nową kolekcją My lovely sparks :) co Wy na to?