Makijażowe przygody z Hean

Produkty Hean pamiętam jeszcze z czasów gdy byłam nastolatką – pierwszy mój podkład był od nich. I nie był to szczyt dziewczęcych marzeń… Mając w pamięci fatalną konsystencję, mało przyjemny zapach – z wielkim dystansem podeszłam do paczki otrzymanej na jesiennym spotkaniu blogerek w Rybniku. Jak spisała się nowa linia Luxury i reszta kosmetyków – zapraszam do lektury!

Do testów otrzymałam: rozjaśniacz podkładów, paletkę do konturowania, paletkę rozświetlaczy, róż wypiekany, paletkę magnetyczną 5 cieni, paletkę do brwi oraz nowości z serii Luxury: puder sypki, pomadkę do ust kaszmirowy intensywny kolor, trwałą matową pomadkę do ust w płynie, maskarę do rzęs z odżywką oraz eyeliner wodoodporny w żelu. 

Wszystkie produkty mają podobną szatę graficzną: czarne opakowania z wyraźnymi napisami. W serii Luxury napisy są w złotym kolorze. Dodatkowo pojemniczek ze szminką i tuszem do rzęs są bardzo przyjemne w dotyku – satynowe. 

Rozjaśniacz kolorów czasem się przydaje. Mam bardzo jasną karnację, i zdarza się, że nawet najjaśniejszy podkład jest za ciemny. Rozjaśniacz od Hean sprawdza się wtedy idealnie!  Po paletę do konkurowania i rozświetlania sięgam bardzo często. Ta pierwsza zawiera kosmetyki w kremie, które łatwo się nakłada i rozciera aby uzyskać wymarzony efekt. Rozświetlacze są mocno napigmentowane, muszę pamiętać, żeby z nimi nie przesadzić. Czasem wykorzystuje je do pomalowania powiek ;)

Moim ulubieńcem jest paletka do brwi z 2 odcieniami brązu i woskiem. Wystarczy minimalna ilość produktu (tak, jest mocno napigmentowany), aby pięknie podkreślić nasze niesforne brwi. Taki makijaż nie obsypuje się, nie rozmazuje się i wyglada naprawdę naturalnie.

Sporym zaskoczeniem jest dla mnie magnetyczna paleta 5 cieni. Kosmetyk jest dobrze napigmentowany, z łatwością się blenduje. Cienie nie osypują się ani nie zbierają w załamaniach powieki.  Z różu jestem najmniej zadowolona. Jest dla mnie zbyt intensywny i zbyt iskrzący się.

Seria Luxury prezentuje się „na bogato”. Moimi zdecydowanymi faworytami są tusz do rzęs (ma rewelacyjną szczoteczkę, na początku miałam z nią mały problem, ale szybko się do niej przekonałam) oraz eyeliner w żelu (ma świetną konsystencję, nakłada się go bez problemu i jest mega trwały!). Produkty do makijażu ust nie goszczą u mnie za często. Nie przepadam za szminkach, błyszczykami. Ale szminka kusi pięknym kolorem i kremową konsystencją. Natomiast pomadka w płynie – po nałożeniu jej mam niemile uczucie ciągłego ściągnięcia, wysuszenia warg. Puder sypki ma za zadanie korygowanie zaczerwienień, sińców pod oczami, ma także ocieplić cerę i wyrównać koloryt. Według producenta ma delikatny żółty, półprzezroczysty odcień… No po nałożeniu go wyglądałam jakbym przechodziła właśnie żółtaczkę…

Hean sprzed 15 lat i Hean dzisiejsze to dwie różne firmy. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością opakowań, pigmentacją i trwałością kosmetyków. I ich zapachami ;) wśród prezentowanych znalazłam swoje perełki, które już ze mną zostaną i znalazłam także buble (może na przyszłoroczne Halloween zostanę zombie z żółtaczką?;))