Kolorowo na głowie z Marion Star Color

Lato, wakacje, festiwale i koncerty. A może po prostu przełamanie nudy? To wszystko sprzyja włosowym eksperymentom. Dziś na Kozetce rozsiądzie się nowość od Marion – farby do włosów z serii Star Color!

Seria Star Color składa się z 6 kolorów: oranż, róż, czerwień, lazur, dżins i fiolet. Do testów otrzymałam najpierw oranż i róż, ale że lubię eksperymenty (w myśl: „jeśli wyjdzie coś strasznego to zetnę włosy i będzie ok;)”) to sięgnęłam jeszcze po dwa: czerwień i fiolet. Farby zamknięte są w kartonowych opakowaniach z wizerunkami uśmiechniętych kobiet z pięknie ułożonymi i zafarbowanymi włosami. Miło się na to patrzy i aż korci aby spróbować. W środku znajdziecie 2 saszetki (35 ml każda), które można zamknąć i wrócić do danego koloru za jakiś czas. Podoba mi się to rozwiązanie, bo nie zawsze miałam ochotę na dużą zmianę, a szkoda by było produkt niewykorzystany wyrzucać. 

Producent zapewnia, że Star Color posiada łagodną i bezpieczną formułę bez amoniaku, utleniacza, rezorcyny i PPD. Trochę obawiałam się przesuszenia poddawanych eksperymentom pasemek ale nic się z włosami nie działo. Pewnie trapi Was pytanie jak sobie poradzić z aplikacją? Bezproblemowo! Produkt jest gotowy do użycia od razu. Wybraną farbę przelewałam do plastikowej miseczki, rękawiczki na dłonie, i albo palce albo pędzelek i z głowy. A raczej na głowie! 

Przygodę z Marion zaczęłam od oranżu. Przez pierwsze 3 dni był bardzo intensywny i równie intensywnie brudził ręcznik (polecam używać jakiegoś ciemnego lub tego, którego używacie podczas farbowania). Kolor stopniowo się wypłukiwał ale wyglądał fenomenalnie! Gdy na dworze było pogodnie, moje włosy wyglądały jakby płonęły, ciągle igrały w nich promienie słońca. Wraz z myciami oranż powoli robił się co raz bardziej blady aż w końcu znikł. Koniec przygody z tym kolorem nadszedł wraz z 9 myciem. Jeśli chcecie się szybciej pozbyć jakiegoś koloru Star Color – sięgnijcie po szampon przeciwłupieżowy – przyspiesza proces wypłukiwania. 

 

Czerwony też bardzo lubię, więc zapragnęłam go na włosach. Spodziewałam się wibrującej czerwieni, wyszedł bardzo ciekawy ciemny róż. Efekt wow! Po 4 myciach róż przekształcił się w malinowy i stopniowo znikał. Coś tam jeszcze przebija z koloru, ale czekam aż całkowicie zniknie bo mam ochotę na nowy :) 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona Star Color. Farby są proste w użyciu, ładnie pachną (co dla mnie ma duże znaczenie!), kolory są intensywne. Ze względu na dość krotki czas utrzymywania się koloru, wiem, że będę po nie sięgała nie tylko w okresie wakacyjno-urlopowo-koncertowym. Kilka myć i po szaleństwach, a szarą jesień i smutną zimę można ożywić nasyconym różem lub głębokim fioletem, prawda?

Marion Star Color kupicie w drogeriach stacjonarnych i internetowych. Ceny od 6 do 12 PLN. A o samych farbach przeczytacie tu: klik 

Pozwalacie sobie na odrobinę szaleństwa?