DermoFuture – kuracja odmładzająca z biotyną

Ostatnimi czasy o biotynie stało się bardzo głośno. Otwieracie gazetę – biotyna, włączajcie radio lub TV – biotyna. W internecie także króluje. I na Kozetce też (dzięki Michałowi z bloga Twoje Zródło Urody)! Zapraszam Was na recenzję kuracji odmładzającej DermoFuture (z biotyną oczywiście!;)). 

Pewnie wiele z Was zapyta czym jest ta biotyna i w czym tkwi jej fenomen? To witamina z grupy B, konkretnie B7, zwana także witaminą H lub koenzymem R. Ma ogromny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Jest ściśle powiązana z rozwojem nowych komórek, dzięki niej nasz organizm wytwarza keratynę (główny składnik włosów, paznokci i skóry). Gdy w organizmie jej brakuje pojawiają się problemy z nadmiernym wypadaniem włosów, z łamliwymi i kruchymi paznokciami, suchą, „zmęczoną” skórą borykającą się ze stanami zapalnymi… Od pewnego czasu, witamina H, wykorzystywana jest w kosmetykach w walce ze zmarszczkami i zanikającą gęstością skóry. Więc gdy otrzymałam możliwość testowania nowości od DermoFuture wiedziałam, że kuracja odmładzająca z biotyną będzie dla mnie odpowiednia. Przecież nasza skóra niestety zaczyna się starzeć około 25 roku życia…

Preparat zamknięty jest w ciemnej, szklanej buteleczce z pipetą (to wygodne i higieniczne rozwiązanie). Sam produkt jest biały i dość gęsty, co na początku wywołało u mnie myśl: „oho, będzie problem z wchłanianiem”. Nic bardziej mylnego! Kosmetyk rozprowadza się i wchłania szybko. Można (a nawet jest to wskazane) wykonać na nim szybki, przyjemny i skuteczny masaż. Na skórze nie pozostaje nic innego jak przyjemne uczucie gładkości i napięcia. I zapach. Dość intensywny ale przyjemny! Producent twierdzi, że podczas stosowania kuracji odmładzającej z biotyną możemy spodziewać się: 

  • Regeneracji skóry
  • Poprawy gęstości skóry
  • Zwiększenia elastyczności
  • Stymulacji procesów naprawczych
  • Ochrony przed nadmierną utratą wody
  • Odnowy naskórka
  • Szybszego gojenia podrażnień

Kurację stosowałam około miesiąca. Preparat z biotyną otulał nie tylko moją twarz ale także szyję, dekolt i dłonie. Skóra (już po pierwszym tygodniu) była lepiej napięta, mocniejsza i bardziej „gęsta”. Poprawił się także jej koloryt. Efekty z każdym dniem umacniały się. Jako, że w składzie jest sporo olejków (z wiesiołka, z pestek winigron, makadamia), obawiałam się „zapchania” (tak, muszę uważnie dobierać olejki dla mojej skóry). Na szczęście obyło się bez wysypu wyprysków. Jestem bardzo zadowolona i wiem, że kuracja DermoFuture zostaje ze mną na dłużej! 

Kurację kupicie w drogeriach stacjonarnych i internetowych w cenie od 30 do 45 PLN

Znacie? Lubicie? O tek kuracji i kilku i nich poczytacie tu: klik