Clinique moisture surge – czyli jak nawilżyć skórę?

Utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry jest szalenie istotne. Przy optymalnym poziomie wody nasza twarz wygląda na wypoczętą, jędrną, promienną i młodą. A gdy to zaniedbamy: nasza skóra zaczyna się łuszczyć, widać każdą bruzdę, pory wydają się być tysiąc razy większe, koloryt także staje się mało wyjściowy… Ale na takie problemy znajdzie się rozwiązanie! Czy Clinique moisture surge nim jest? Tego dowiecie się z dalszej części recenzji, zapraszam! 

Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym przezroczystym słoiczku ze srebrną nakrętką (jest solidna, sprawdziłam to kilka razy – tak wypadła mi z dłoni). Pojemność – 50 ml. Na półce w łazience wygląda bardzo majestatycznie. Sam preparat swoją konsystencją bardziej przypomina żel niż krem. Jest w odcieniu delikatnego, pudrowego różu. Ma subtelny zapach, który nie utrzymuje się na skórze i znika zaraz po aplikacji. Żel Clinique bardzo łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się w nią wchłania. Nie pozostawia tłustej warstwy i śmiało można go używać pod makijaż. I tu jego plusy niestety się kończą… 

Po kremie za ponad 100 PLN spodziewałam się dużo lepszych efektów. Nawilżenie owszem jest fenomenalne ale bardzo, bardzo krótkotrwałe. Nie o taki efekt wow mi chodziło… Po godzinie od aplikacji preparatu czułam, że moja skóra staje się niedostatecznie nawilżona, lekko ściągnięta. Stosowany na cienką i delikatną skórę dekoltu – podrażnił ją… Co zawiodło mnie całkowicie.

Też macie takie perypetie z Clinique moisture surge? A może wręcz przeciwnie – Wasza skóra jest po nim cudownie nawilżona i promienna bez cienia podrażnienia? Może polecacie inne kremy tej firmy?